wtorek, 3 grudnia 2013

"Siostra gangstera"-Part one

Wstałam rano, umyłam zęby, ubrałam się, można by pomyśleć, że jestem normalną szesnastolatką...ale nie jestem. Zacznijmy od tego, że mam na imię Yuki i mieszkam w Mokpo, jeśli to się da tak nazwać. Mój brat ma bazę pod ziemią.Mój brat-Baro, kocham go, dlatego z nim mieszkam w tych jego pod ziemiach, a nie jak normalny człowiek na górze. Nasi rodzice nie żyją od 12 lat. Pamiętam tylko zamazane wspomnienia o nich, wszystkie wspomnienia z dzieciństwa kojarzą mi się z Baro. Zawsze mnie leczył, gdy byłam chora, opiekował się mną, uczył wszystkiego co umie. Baro jest mafiozą, ale wcale nie jest taki okrutny, zrobił to tylko by nas utrzymać. Gdy zginęli rodzice ja miałam 4 lata, a on 12. Robię tu za miejscowego "medyka" to znaczy Baro uczył mnie opatrywać rany, szyć takie, które same się nie zagoją. On też umie to robić, ale ludzie, których porywa raczej wolą żebym to ja się do nich zbliżała niż on.
Kiedy doprowadziłam się do porządku, wyszłam go poszukać.

- Cześć Yuki!- usłyszałam za sobą.
-Hej Hongki-odpowiadam z uśmiechem na ustach.
 -Szukasz Baro?
-Tak. Wiesz gdzie jest?
-taa, jasne.Czeka na ciebie z jakimś nowym "Pacjentem", u siebie.
-Aha, ok, już tam idę.

To był Hongki.Chłopak mojego brata. Tak mój brat jest gejem, ale mnie to nie przeszkadza.

Doszłam do pokoju Baro. Pukam.
-Kto tam?
-Święty mikołaj wiesz.
-Naprawdę? W czerwcu? Hahahaha.
-Hahaha, a teraz otwieraj i pokaż mi tego "pacjenta"
-Ok.

Baro wyszedł z pokoju i powiedział:
-Tędy pchełko.
Zawsze mówił do mnie "pchełko" bo twierdził, że nie lubi mojego imienia.
Zaprowadził mnie do któregoś z pokojów.  Zanim otworzył drzwi powiedział:
-Zaopiekuj się nim dobrze, bo chyba go polubisz.
Potem sobie poszedł.Weszłam do pokoju był tam ktoś ze spuszczoną głową, pewnie nie przytomny. Nie mogłam dostrzec twarzy bo w pokoju było ciemno, dopiero, gdy podeszłam zobaczyłam,że to...mój ulubiony członek ulubionego zespołu.Przeraziłam się  kiedy zobaczyłam...maknae zespołu B.A.P.-Zela.
Myślałam, że zemdleje, był strasznie posiniaczony, a z końcika ust leje mu się krew. Dotknęłam jego twarzy by lepiej mu się przyjrzeć, ale w tedy się ocknął i zaczął krzyczeć:
-Nie, nie. Proszę zostaw mnie, proszę.-po czym zaczął cicho szlochać.
-Cii, cii. Nic ci nie zrobię chcę ci pomóc.




No dobra może ten prolog to za mało, żeby ktoś zaczął komentować, więc wstawiam pierwszą część, mam nadzieje, że się wam spodoba.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz