Obudził mnie strzał, zerwałam się od razu. Na szczęście tym
razem nie Zelo wpakował się w tarapaty...uff...zawał serca minął. Spojrzałam na
zegarek była 6:00 czyli pora o której zazwyczaj wstaje, ale stwierdziłam, że
jestem nie wyspana i nie wstaję. Zasnęłam.
~~Zelo's pov~~
Obudziłem się o 8:00, Yuki spała. Ona wygląda tak, tak...słodko
kiedy śpi, wygląda jak mała dziewczynka, którą trzeba się zaopiekować bo sama
nie da sobie rady na tym świecie, ale w rzeczywistości tak nie jest, przecież
to ona uratowała mi życie już dwa razy. Westchnąłem głośno i znów się
położyłem. Zasnąłem. Obudziła mnie Yuki, o 10:00. OMG! Czemu tak wcześnie?
~~Yuki's pov~~
Obudziłam się znowu o 10:00, zaspałam, normalnie nie mogę,
jeszcze w życiu tak długo nie spałam, on na mnie źle działa.
-Wstawaj śpiochu!
-Jeszcze chwile.
-Nie ma opcji! Wiesz, która godzina?
-Która?
-Dziesiąta!
-Tak wcześnie?
-Ehh. Jakbym słyszała mojego brata!
Postanowiłam więc zastosować inna metodę. Poszłam do
łazienki,nalałam wiadro wody, wróciłam i oblałam go nią.
-Aaaa!
-No co ?
-Pfff- Strzelił facepalma
-No ty się ogarnij,a ja pójdę się przebrać.
-Ok.
Poszłam do łazienki i przebrałam się w spodnie do łydek, top, który odsłaniał mi brzuch i sportowe buty. Tak, nie mam zamiaru rezygnować z codziennego treningu. Kiedy wyszłam z łazienki Zelo spojrzał na mnie i się zarumienił.Parsknęłam śmiechem.
-Idziesz ze mną, czy zostajesz spać dalej?
-A gdzie się wybierasz?
-A na siłownie, to idziesz czy nie ?
-Dobra, biegnę!
-Hahaha.
-No co ?
-Nie nic.
-...
-No bo wydaje mi się, że siłownia jest ci obca.
-A niby skąd to wiesz, co?
-Jak cię przebierałam z tych zakrwawionych ciuchów to nie wyglądałeś mi na takiego, który codziennie chodzi ćwiczyć.
-To ty mnie przebierałaś?!
-No nie święty mikołaj, no przecież, że ja, a niby kto?
Zelo wytrzeszczył oczy, zarumienił się, ale delikatnie, prawie nie zauważalnie uśmiechnął się.
-Jak wygląda twój normalny dzień tutaj ?
-6:00~~pobudka
6:30-12:00~~siłownia
12:00-13:00~~tańcze
13:00-14:00-śpiewam
14:00-14:30~~jem obiad
14:30-15:30~~strzelam z łuku
15:30-16:00~~słucham muzyki, a potem to już wolne i mogę robić co mi się zachcę, chyba, że brat chce mnie czegoś nauczyć, albo coś.
-Strzelasz z łuku?
-Tak, to moja pasja, uwielbiam też jazdę konną, czasem brat zabiera mnie do stadniny, zawsze w urodziny lub na jakieś inne okazje, a ty co robisz, że taki zdziwiony jesteś?
-Zazwyczaj wstaję o 7:00 do wytwórni, a w piątkowy wieczór idziemy z zespołem do klubu.
-Do klubu, nie za młody jesteś?
-A jestem, ale mnie wpuszczają.
Dotarliśmy na siłownię, dałam mu taki wycisk, że o 12:00 umierał.
-Yuki, umieram.
-Chyba sobie żarty robisz, ja w ogóle nie jestem zmęczona.
-....
-No co ?
-A nic, nic.
-To może nauczę cię strzelać z łuku, co ?
-A może od razu mnie zabij, co?
-Dobra to ty leż a j sobie postrzelam.
-Ok.
Tak przeleciał cały dzień o 16:00 wróciliśmy do pokoju, wzięliśmy prysznic, najpierw ja, potem Zelo. Rozmawialiśmy, puściłam piosenkę Bon Jovi-"It's my life", uwielbiam ją. Siedzieliśmy sobie, w tle leciała muzyka, a Zelo nagle nachylił się i mnie pocałował.
-Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
-A czy ja powiedziałam, że mi to przeszkadza?-Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się zadziornie.
Zelo odśmiechnął się równie zadziornie i wrócił do przerwanej czynności.